Opowiadania

Opowiadania

forty janowek filmowanie imprez sportowych ultramaraton

Idealny filmmaker, czyli o filmowaniu opowiadania | Rozdział 2

3..2..1…START! Krzyczy spiker i biegacze w strugach deszczu ruszają na trasę Ultramaraton Powstańca 1944. Buty po godzienie biegania mam już całe mokre. Kurtka też powoli się poddaje, ale robotę trzeba zrobić. Nie ma lekko. Ruszam w trasę.

Wszystkie punkty oznaczone na mapach. Lecę po kolei. Olszewnica, Janówek, Góra, Krubin i tak dalej. Deszcz ciągle pada. Zatrzymuję się gdzieś w okolicy ruin pałacyku w Górze. Łapię jedne z fajniejszych ujęć, na których biegacze albo skaczą przez kałuże albo idą jak czołg chlapiąc na około. Obiektyw dostaje pajdą błota. Zoom zaczyna trzeszczeć – No ładnie! Jeszcze tego brakowało, żeby sprzęt się poddał – przechodzi mi przez myśl. Już w głowie szukam serwisów aparatów fotograficznych.

Na trasie spotykam Darek Ślusarski – Ja już drugi aparat ugotowałem – opowiada mi nerwowo co raz przekręcając obiektywem i zarkając na zaparowany ekran apratu – Gdzieś między body, a szkło dostała się wilgoć i mi nie łączy – znowu przekręca obiektyw. Nie komentuję. Pytam tylko czy ma jakiś dobry serwis aparatów – Tak, na Bielanach – odpowiada szybko.

Gdzieś w Poddębiu zaczyna mną telepać. Kurta przemokła, a z butów zrobił się gnój. Na szczęście rano w głowie śmignęła mi myśl, żeby zabrać zapasową bluzę i klasyczne kalosze, jak się później okazało ten outfit nie dość, że mnie uratował to zrobił też wrażenie – Jejku! Jaka fajna bluza! Co to za marka? – pyta pani na jakimś punkcie zmian – GAGABOO – odpowiadam – Naprawdę wygląda kozacko! – Dziękuję za miłe słowa – po tym dialogu moje ego szurchnięte nutą zajebistości dodaje mi trochę energii na dalsze działania. Kolejne komentarze na temat kaloszy i bluzy pojawiają się jeszcze kilka razy na trasie.

Deszcz jakby ustaje. Krople są coraz mniejsze. Czyżby? W okolicach Białego Krzyża pogoda odpuszcza. Nagrywam tam kilka ujęć i kieruję się w stronę mety.

Na mecie pierwsze co słyszę to komentarz Marcina na temat mojego stroju. Dziewczyny z promocji także nie przepuszczają okazji, żeby strzelić uszczypliwym komentarzem. Zazdroszczą czy rzeczywiście wyglądam jak świąteczna choinka? – zadaję sobie pytanie. Łapię miasteczko i finiszujących zawodników. Pojawia się zapowiedziany gość, czyli Janusz Walędzik ps. „Czarny” – Powstaniec Warszawski. Widać, że cieszy go spotkanie. Z każdym rozmawia, śmieje się i czasami przytula. Chwała bohaterom!

Na koniec zostaje wywiad z „Czarnym” oraz pudło. Szukam ciekawych kadrów i filmuję. Wychodzę z hali, a tam znowu pada deszcz. Patrzę w niebo i przeklinam. Zrywam się po angielsku. Wsiadam do auta i lecę na Warszawę.

To jeszcze nie koniec…

Leave a Comment